To ja, Twoja osobista asystentka w zmianie życia po 40-tce 

Masz 40, 50, 60 lat i wrażenie, że zmarnowałaś swoje życie?

Poznaj sekret, dzięki któremu ja utraciłam to okropne poczucie, zmieniłam wszystko o 180° i odmłodniałam o 10 lat! Zapewniam Cię, że Ty też tak możesz.

Jeśli nie, czytaj dalej...

Czy Ty też zmarnowałaś połowę życia, poświęcając się dla innych i chciałabyś resztę przeżyć już dla siebie? A co, jeśli powiem Ci, że ten kryzys może być początkiem nowego życia

Jak to by było, gdybyś mogła wstać jutro rano i zacząć wreszcie żyć na swoich zasadach i odzyskać siebie?






Tym sekretem jest
mentalna wolność





Dokładnie wiem, co czujesz. Nie wierzysz?

Masz wrażenie, że zawsze inni są na pierwszym miejscu, nigdy Ty. Poświęciłaś siebie dla rodziny. A Twoje marzenia? Już dawno o nich zapomniałaś. 
Nawet jeśli coś Ci nie pasowało w tej codziennej rutynie, to zawsze zaciskałaś zęby, bo przecież to dla dobra rodziny.
Jesteś po rozstaniu lub rozwodzie. Teraz zostałaś sama ze wszystkim. Czujesz się samotna, niepewna siebie i brak Ci sensu życia. 
Nie masz wsparcia znikąd. Jak chcesz zrobić coś dla siebie, czujesz presję - "Zumba?! Po co ci to?", "Nie wypada się już tak ubierać. Widać ci pelikany", "Mezoterapia? Na cholerę ci to na stare lata? Młodsza i tak już nie będziesz", "Masz inne, ważniejsze sprawy. Zajmij się lepiej wnukami"...
Budzisz się każdego ranka przygnębiona, bez chęci do życia. Najchętniej to przespałabyś resztę życia. "A w ogóle to dobrze by było, żeby szlag mnie trafił i żebym już się wcale nie obudziła!"
W nocy budzisz się z niepokoju, bo czujesz, że mogłabyś inaczej, ale nie masz odwagi. Myślisz, że komfort jest ważniejszy niż szczęście.
Nie dbasz o siebie - dietę, ruch, bo nie masz na to czasu (czy na pewno?) A może nie jest to Twoim priorytetem? A może córka Cię skrytykowała i zrezygnowałaś, bo "jak stara baba ma świecić tyłkiem w legginsach na siłowni"?
Każdego dnia stajesz się bardziej sfrustrowana i zgorzkniała. Już nie masz cierpliwości zajmować się problemami wszystkich wokół, a mimo to tak robisz. Żyjesz problemami innych.
Skrycie marzysz, żeby zmienić swoje życie - być zdrowszą, żyć zdrowo, może znaleźć miłość, kogoś z kim można spędzić resztę życia, znaleźć swoją niszę w życiu zawodowym i być niezależną finansowo... Tylko jak?
Masz poczucie straconego czasu, a jednocześnie brakuje Ci odwagi, żeby zawalczyć o siebie i realizować SWOJE plany.
Stale boisz się "co ludzie powiedzą?" i nie chcesz wyjść na egoistkę.
Nigdy nie byłaś w związku, który dawałby Ci realne poczucie spełnienia i szczęścia. Nie wierzysz, że zasługujesz na partnera, który Ci to wszystko da. Nie czujesz się atrakcyjna, zauważana, doceniana, pewna siebie. Czujesz się niewidzialna i "za stara" na wszystko.
Praca Cię też nie satysfakcjonuje. Ciągle się dokształcasz i szkolisz, ale nie potrafisz tego odpowiednio wykorzystać. Każde kolejne szkolenie, czy kurs prowadzi Cię do kolejnego, którego jeszcze Ci "brakuje". Dużo wiedzy, zero efektów - nauka i rozwój nie przekładają się na Twoje rezultaty.
Twoja rodzina jest zadowolona z tego "układu", bo ma darmową opiekę i pomoc. Nie jest dla nich istotne, że Ty nie jesteś szczęśliwa. Wpędzają Cię często w poczucie winy i żądają spełnienia “obowiązków”. Kiedy próbujesz się wyłamać, obrażają się. Jednocześnie, kiedy Ty potrzebujesz pomocy, nie możesz liczyć prawie na nikogo. Rodzina obarcza Cię swoimi frustracjami z powodu niepowodzeń. To Ty musisz słuchać o niezdanych egzaminach na studiach, Ty musisz pilnować wnuków, Ty musisz zajmować się schorowaną matką/ojcem. Mimo że bywasz bardzo zmęczona i nie raz sama masz ochotę płakać, nie masz komu się pożalić. Bo Ty jesteś tą "dzielną i samodzielną", co zaciśnie zęby i zrobi wszystko, żeby jej najbliżsi się nie zawiedli. To oni mają być szczęśliwi.
Czytasz jakieś książki, oglądasz nawet filmiki na YouTube, pojawiasz się od czasu do czasu na darmowych webinarach, ale każdy z tych poradników mówi co innego. To co w końcu robić?! Od czego zacząć?
Wiesz co to "wyuczona bezradność"? Wyobraź sobie psa, który jest zamknięty w klatce i dostaje małe, nieprzyjemne bodźce elektryczne, niezależnie od tego, co robi. Po pewnym czasie pies przestaje próbować uciec lub zmienić swoją sytuację, nawet jeśli klatka zostanie otwarta i bodźce przestaną działać. Pies nauczył się, że jest bezradny. Ludzie mogą doświadczać tego w różnych sytuacjach, takich jak długotrwały stres w pracy, problemy rodzinne czy zdrowotne, gdzie mimo wysiłków nie widzą poprawy swojej sytuacji. 
Twoja "klatka" też jest otwarta. Dlaczego nie uciekasz?

Nadal nieprzekonana

Chcesz poznać moją osobistą historię? Bardzo osobistą? 

Tylko dla kobiet o mocnych nerwach, więc jeśli masz odwagę, kliknij TU.


Doczytałaś do końca?
Więc teraz sama zdecyduj,
w czym mogę Ci pomóc

W procesie transformacji zaprojektujesz swoją nową tożsamość nowe cele
Pomogę Ci odszukać Twoje najgorsze ograniczające przekonania i pokażę jak je zmieniać, aby Cię wspierały 
Pokażę Ci, jak wreszcie zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu, mimo presji otoczenia i dlaczego warto to robić
W wyniku naszej pracy uwolnisz przestrzeń i znajdziesz wreszcie czas dla siebie
Dowiesz się, co tak naprawdę lubisz, co chcesz w życiu robić i znajdziesz na to przestrzeń w swoim życiu  
Wyrwiesz się z pogoni za kolejnymi szkoleniami i warsztatami, przestaniesz zbierać wiedzę, a przekujesz ją w działanie, zamiast tylko myśleć, jak bardzo jest Ci źle
Dowiesz się, jakie konkretne kroki możesz podjąć, żeby zacząć działać
Dowiesz się, jak naprawdę poświęcanie się wpływa destrukcyjnie na Ciebie i na innych
Pozbędziesz się poczucia, że marnujesz swoje życie i "odkładasz je na później", pamiętając, że tego "później" już może nie być
Tak mocno staniesz na nogach, że to "co ludzie powiedzą" i presja rodziny nie będą na Tobie już robiły żadnego wrażenia. Będziesz się angażować tylko na tyle, ile rzeczywiście będziesz chciała
Dowiesz się, jak myśleć o swoich super mocach (bo każda z nas takie ma) w kategoriach biznesowych - jak je wykorzystać, aby w przyjemny sposób zyskać coś dla siebie i dać coś innym
Nie będziesz w tym wreszcie sama, doświadczysz tego, jak to jest działać z kimś, a nie robić wszystko samodzielnie, bo masz mnie
Zaczniesz inwestować w swój rozwój, żeby dobrze poczuć się w swojej skórze
Na każdym etapie procesu będziesz miała moje osobiste wsparcie i dostaniesz wszystkie niezbędne narzędzia i wiedzę

Dlaczego to, co robisz do tej pory nie działa?

Prawdopodobnie:

A) Stosujesz wyrwane z kontekstu metody i techniki, a nie jeden, spójny, klarowny proces

B) Osoby, które opracowują te metody nie rozumieją do końca specyfiki Twojej sytuacji - dojrzałej kobiety, po rozstaniu, w kryzysie drugiej połowy życia

C) Nie jesteś w pełni gotowa na transformację, ale nikt Ci tego nie powiedział

Ze mną zrobisz to inaczej.

Mój proces "Mentalnie Wolna po 40-tce" został opracowany w oparciu o naukową teorię – Transformative Learning Theory Jack'a Mezirowa oraz moją autorską metodę osiągania celów - MOVE-IT. Cała nasza praca w procesie skoncentrowana jest na osiąganiu stanu mentalnej wolności, bo tylko ona pozwoli Ci wprowadzić naprawdę trwałe zmiany, w wielu obszarach Twojego życia. 

Rozumiem doskonale moment życia i punkt, w którym się znalazłaś, bo sama to przeszłam. Mocno i boleśnie doświadczyłam wszystkiego, co Ty teraz przechodzisz. Ja nie miałam skąd dostać kompleksowej pomocy i dlatego wyjście z tej sytuacji zajęło mi wiele lat. W Twoim przypadku nie musi tak być, bo masz mnie.

Zanim dołączysz do procesu, robię diagnozę i określam, czy jesteś na niego gotowa. Jeśli stwierdzę, że to nie ten moment, albo że masz inny problem, którego nie jestem w stanie rozwiązać, to szczerze Ci o tym powiem. Nie pracuję z każdą kobietą, która się do mnie zgłasza, tylko z tymi, którym jestem w stanie pomóc.  

Proces jest unikalny i dlatego zdradzę Ci, jak on wygląda dopiero podczas konsultacji. 

Wybierz termin w kalendarzu poniżej

O mnie

Mam na imię Monika i asystuję kobietom po 40-tce w procesie transformacji ich życia, po to, żeby mogły żyć na własnych zasadach.

Wiem, z czym się teraz mierzysz. Też tam byłam.  Mam 43 lata. Decyzję o rozstaniu z mężem podjęłam 7 lat temu. Wyjście ze zwiazku, który mnie powoli zabijał, to był jeden z najtrudniejszych momentów mojego życia. Jednocześnie okazał się dźwignią do dalszych zmian. Ale to było dużo, dużo później... 

Praca z kobietami i patrzenie, jak się rozwijają daje mi ogromną frajdę! Całe życie pasjonował mnie ten temat. Właściwie mam wrażenie, że w pewien sposób całe swoje życie się do tego przygotowywałam. Doświadczając tych trudnych momentów, ale też badając, ucząc się i prowadząc kobiety w ich procesach rozwojowych. 

Chcesz wiedzieć więcej? Przeczytaj moją historię

Co mówią moje klientki?

Skuteczna

"Bardzo skuteczny proces. Dużo praktycznych zadań. Monika jest bardzo dobrze przygotowana do prowadzenia takich spotkań. Choć były momenty mojego zwątpienia, czy jeszcze cokolwiek uda się zmienić, to Monika rozwiała wszystkie moje obawy i dziś mam o wiele większą świadomość tego, jak buduję związki i w jakie schematy wchodzę."

Karolina

freelancerka

Zaangażowana

"Uczestniczyłam w cyklu 10 sesji coachingowych z Moniką, był to niezapomniany czas, który chętnie bym powtórzyła. Wspaniałe, indywidualne podejście. Cykl sesji spełnił całkowicie moje oczekiwania i pomógł mi odnaleźć i zrozumieć siebie. Dziękuję Ci, Monika, że pomogłaś mi dostrzec to, co we mnie najlepsze. Polecam pracę z Moniką z całego serca."

Ula

specjalistka

Wspierająca

"Jedno z najlepszych doświadczeń rozwojowych.
Monika stwarza warunki, w których nie boisz się przekraczać swoich granic. Dużo praktycznej wiedzy, narzędzi i prowadzenia krok po kroku. Proces wart każdej złotówki, którą za niego zapłaciłam. Uporządkowałam cały chaos w swojej głowie i w życiu. Nie muszę już szukać rozwiązań w kolejnych książkach i kursach."

Marta

nauczycielka

Jest tylko jeden haczyk...

Niestety jeszcze nie mam możliwości sklonowania się, ani wydłużania czasu trwania doby 😉 więc liczba miejsc w procesie jest ograniczona. Ze względu na moje osobiste zaangażowanie w Wasze transformacje, mogę przyjąć tylko część z Was. 

Dlatego podczas tej pierwszej bezpłatnej konsultacji dokonuję kwalifikacji - sprawdzam, czy w Twoim konkretnym przypadku na pewno jestem w stanie Ci pomóc. Ale też, czy Ty jesteś wystarczająco zdeterminowana, aby w ten proces wejść. Jeśli nie masz w sobie gotowości, to taka głęboka praca w procesie jest bez sensu i nie przyniesie spodziewanych efektów. 

Dlatego ta pierwsza rozmowa jest tak ważna. Jest jak diagnoza u lekarza - pozwala stwierdzić, co jest przyczyną problemu i czy ja jestem odpowiednią specjalistką, żeby mu zaradzić.

Nie pracuję z każdą kobietą, która się do mnie zgłosi, tylko z tymi, które są gotowe na transformację i tylko wtedy, kiedy jestem pewna, że moja praca przyniesie efekty. Dlatego jeśli czujesz, że to nie ten etap, nie umawiaj się na pierwszą bezpłatną sesję. Nie blokuj miejsca innym. 

Jakie są najczęstsze wątpliwości i obawy?

"Tyle już książek i kursów kupiłam, nic to nie dało. Jaką mam pewność, że to mi pomoże?"

Rozumiem Twoje rozczarowanie, wiele osób czuje się podobnie. Różnica polega na tym, że to nie jest kolejny kurs, ani książka. Mój PROCES jest zaprojektowany specjalnie dla kobiet po 40 roku życia, z uwzględnieniem ich unikalnych wyzwań i potrzeb. Stawiam na indywidualne podejście i praktyczne narzędzia, które naprawdę działają. Oferuję także wstępną diagnozę Twojej sytuacji, więc masz pewność, że inwestujesz w coś, co przyniesie realne rezultaty.

"Na pewno będzie drogo. Czy na pewno warto?"

Odpowiem pytaniem na pytanie. A ile jest wart ten czas, który w tej chwili inwestujesz w kontynuowanie życia, którego nawet nie chcesz? W tej chwili czas to Twoja najcenniejsza waluta. Po prostu zastanów się, jaką wartość ma dla Ciebie zmiana, którą chcesz osiągnąć. Inwestujesz w siebie, swoje szczęście i rozwój. Poza tym zawsze jest możliwość dostosowania się z płatnościami do Twoich możliwości, np. oferuję opcje ratalne, żeby uczynić tę inwestycję bardziej dostępną. Wartość, którą zyskasz dzięki procesowi, znacznie przewyższa jego koszt.

"Czy ja jestem w stanie? To na pewno strasznie trudne"

To naturalne, że czujesz niepewność. Wiele moich klientek miało podobne obawy na początku, ale dzięki mojemu wsparciu i skutecznym metodom, które stosujemy, były w stanie przejść przez ten proces z sukcesem. Wierzę w Twoje możliwości i jestem tutaj, aby Cię wspierać na każdym kroku. Pamiętaj, że zmiany są trudne, ale również możliwe, a Ty jesteś w stanie to zrobić.

"Nie mam na to czasu"

Jedna z rzeczy, których uczę w procesie, to mówić zamiast "Nie mam czasu", raczej "To teraz nie jest moim priorytetem". Cóż, jeśli wyjście z Twojej sytuacji nie jest priorytetem, to znaczy, że nie jesteś gotowa na proces i nie możemy ze sobą pracować. 

Rozumiem, że Twoje życie jest pełne obowiązków. Dlatego mój proces jest elastyczny i dostosowany do Twojego harmonogramu. Możesz realizować go we własnym tempie, dostosowując naukę do swojego dnia. Co więcej, inwestowanie czasu w siebie teraz może zaowocować u Ciebie większą efektywnością i lepszym zarządzaniem czasem w przyszłości.

"Nie wiem, czy to jest dla mnie"

Mój proces jest specjalnie stworzony dla kobiet po 40 roku życia, które szukają zmiany i nowych możliwości. Oferuję konsultację wstępną, abyśmy mogły wspólnie ocenić, czy ten proces jest odpowiedni dla Ciebie i Twoich celów. Dzięki temu zyskasz pewność, że podejmujesz właściwą decyzję.

"Mam złe doświadczenia z poprzednich kursów"

To zrozumiałe, że wcześniejsze negatywne doświadczenia mogą wpływać na Twoją decyzję. Moje podejście jest inne – stawiam na indywidualne wsparcie i praktyczne narzędzia, które są sprawdzone i skuteczne. Dodatkowo oferuję dobrą wstępną diagnozę probelmu, więc ryzyko jest minimalne.

"Jak mam to zrobić bez wsparcia w moim otoczeniu?"

Rozumiem, że brak wsparcia może być wyzwaniem. Jednak w ramach mojego procesu tworzę społeczność, w której znajdziesz wsparcie od innych uczestniczek, które przechodzą przez podobne procesy. Dodatkowo, oferuję indywidualne sesje coachingowe i mentoringowe, abyś mogła czuć się pewnie i wspierana na każdym etapie swojej transformacji.

"Nie jestem pewna, czy to teraz odpowiedni moment"

Nigdy nie ma idealnego momentu na rozpoczęcie zmiany, ale zawsze jest dobry moment, aby zadbać o siebie i swoje potrzeby. Rozpoczęcie teraz może przynieść korzyści, które będą miały pozytywny wpływ na resztę Twojego życia. Możemy razem dostosować tempo procesu do Twojej aktualnej sytuacji, abyś mogła w pełni skorzystać z jego wartości.

eMGrow Monika Ryndzionek                                                                                        Polityka prywatności

kontakt@projektantkazycia.pl 

© 2023 Copyright Monika Ryndzionek.  All Rights Reserved.

Starting Soon! Get Your Masterclass Access

Enter your email to save your place on the Masterclass

We process your personal data as stated in our Privacy Policy. You may withdraw your consent at any time by clicking the unsubscribe link at the bottom of any of our emails.

Close

Ostatnio, kiedy zrelaksowana leżałam sobie z wannie, mój wzrok padł na trzy równoległe blizny na moim lewym udzie. Patrzyłam na nie przez dłuższą chwilę z niedowierzaniem. Jak bardzo nieszczęśliwa musiałam być, że to sobie robiłam?

A to było jeszcze zaledwie 3 lata temu.
Okaleczałam moje fizyczne ciało, żeby zagłuszyć ból psychiczny. Nawet tatuaże, których mam sporo, były poniekąd po to, żeby poczuć ból – fizyczny, bo wtedy ten psychiczny schodził na dalszy plan.

Tatuaże podobają mi się nadal, ale nie mam już takiego parcia, żeby robić nowe, bo teraz nie chcę już czuć bólu. Nie potrzebuję go.
Dziś nie mogę uwierzyć, że mogłam wyniszczać celowo własne ciało, bo nie potrafiłam zmienić schematów i mechanizmów w moim życiu, które sprawiały, że byłam głęboko nieszczęśliwa, że nie byłam sobą. Dlaczego?

Jako zbuntowana 19-latka, wyprowadziłam się z domu na studia, myśląc, że zyskam w ten sposób niezależność i będę żyć według własnych zasad. Nie według zasad ustalonych przez mojego ojca w domu rodzinnym. Jak bardzo się myliłam! Już na pierwszym roku studiów poznałam mojego ex-męża. Po drugim roku studiów, mając 21 lat, urodziłam syna.

Wtedy też wyszłam za mąż. Nikt nie wierzył, że w tej sytuacji skończę studia. Zostałam z wieloma sprawami zdana na siebie i musiałam sobie radzić sama. Jak widzicie, ku zdziwieniu wielu osób, studia skończyłam – licencjat, magisterka, później doktorat. Zawsze uważałam się za silną kobietę, ale nie dostrzegałam, że tkwię w niszczącym schemacie zasługiwania na akceptację i miłość (zaszłości z dzieciństwa, jak u wielu z nas, ale nie na tym chcę się skupić).

W moim małżeństwie nigdy nie czułam się szczęśliwa. Od początku nie czułam zrozumienia, ani nie otrzymywałam wsparcia, na którym mi zależało. Z każdym rokiem ten związek robił się coraz bardziej toksyczny, a ja nie czułam, że się spełniam, tylko że się poświęcam.

Doświadczyłam w tej relacji skutków nadużywania alkoholu, napadów szału z byle powodu, awantur, bójek na imprezach rodzinnych, przemocy, bardzo toksycznej, chorobliwej zazdrości. Nigdy nie mogłam powiedzieć, co czuję, bo mogło się to skończyć awanturą. We własnym domu nie mogłam czuć się swobodnie, ani być sobą. Wszyscy musieli „stąpać na paluszkach” z obawu przed kolejnym atakiem wściekłości. Typowe cechy narcystycznych zachowań – okruchy miłości, dewaluacja, przemoc, zdrady, gaslithing, ograniczanie kontaktu z ludźmi… I tak cyklicznie przez… 15 lat.

Mogłabym tu opowiedzieć wiele bolesnych historii z mojego ówczesnego życia, ale to temat na zupełnie inny tekst, może nawet książkę. Ważniejsze jest, że tkwiłam wtedy w związku, który nie dawał mi możliwości rozwoju, ograniczał mnie, a ja 15 lat CZEKAŁAM na wystarczająco silny powód, żeby go zakończyć. To było jak więzienie. W ogóle nie czułam się sobą. Zaczynałam już wątpić w to, kim tak naprawdę jestem.

W moim przypadku ten powód do odejścia się pojawił – odkryłam dowody kłamstw, które były niezaprzeczalne i to okazało się decydujące. Nie wiem, co by było, jeśli ten powód by się nie pojawił. Ile jeszcze bym czekała? Mimo to rozstanie wymagało odwagi i determinacji.

Zatem miałam 36 lat, kiedy rozstałam się z mężem. Sprawę rozwodową mieliśmy jednak dużo później, kiedy miałam już 40 lat. Rozstanie nie było łatwe. To była walka. Raz góra, raz dół. Pod koniec małżeństwa, bazując na własnych doświadczeniach, przeprowadziłam badanie (wywiady z kobietami) i napisałam książkę o doświadczeniach kobiet w związkach. To mi pomogło dostrzec, że nie jestem jedyna, że wiele kobiet boryka się z takimi kłopotami jak ja. Mało tego, okazało się, że kobiety nadają swoim doświadczeniom bardziej pozytywną narrację i uzasadniają swoją pozycję w związku, aby ich cierpienie stało się dla nich bardziej znośne.  Dziś, jak o tym myślę, wydaje mi się to strasznie smutne. Ale z drugiej strony, zauważyłam, że niektóre kobiety „trafiają” lepiej i mają dobre, satysfakcjonujące związki.

Dziś wiem, że one nie „trafiały” szczęśliwie na dobrych partnerów, tylko były lub stawały się kobietami, które przyciągały tych właściwych mężczyzn.

W tym całym czasie zawodowo radziłam sobie nieźle, ale nigdy nie stawiałam sobie wyraźnych celów. Po prostu umiałam wykorzystywać okazje, które pojawiały się w moim życiu i to mi umożliwiało rozwój zawodowy, mimo zawirowań w życiu prywatnym. Jednak czułam, że wykorzystuję zaledwie niewielką część mojego potencjału. Z wielu okazji po prostu nie skorzystałam dla tzw. świętego spokoju.


Przez kolejne 3 lata byłam tak zmęczona związkami, życiem i tak bałam się mężczyzn, że nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogłabym z kimś jeszcze być. Skupiłam się na pracy i uważałam, że to mi wystarczy. Nie wystarczało. Zaczęło się od epizodów coraz głębszych nastrojów depresyjnych, kiedy wracałam z pracy i resztę dnia przesypiałam na kanapie z moim kotem. W końcu zdecydowałam się skorzystać z terapii.

Krótko w niej uczestniczyłam, bo nie byłam wówczas gotowa na rozsypanie moich „puzzli” w głowie. Ale jednak coś pękło i stwierdziłam, że muszę wyjść „do ludzi”. Zaczęłam trenować boks w grupie kobiecej. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu! Pomogło mi to wyjść z mojej skorupy. Jednak szybko stoczyłam się w drugą skrajność. Postanowiłam „poszaleć”, przeżyć raz jeszcze młodość, którą kiedyś sama sobie odebrałam głupimi decyzjami. I popadłam w pułapkę szalonych imprez, łatwych rozrywek, używek, szukania adrenaliny, testowania życia na różne sposoby. Zaczęło być to momentami niebezpieczne. Dziś wiem, że to naturalny etap przechodzenia w drugą połowę życia. Wtedy nie miałam o tym pojęcia. Chciałam się po prostu dobrze bawić.

W tym czasie korzystałam też ochoczo z różnych portali randkowych i na jednym z nich poznałam mojego pierwszego „poważnego” (tak wtedy myślałam) partnera po mężu. Myślałam, że komunikacja jest kluczem do dobrego związku, a potrafiliśmy rozmawiać otwarcie o wszystkim.

To była taka odmiana po moim poprzednim związku! Przez moment byłam na tyle szczęśliwa, że zignorowałam wszelkie „czerwone flagi”. Dopiero po dłuższym czasie okazało się, że powtarzam po raz kolejny ten sam schemat. Znowu uzależnienie, toksyczne zachowania, ciągła krytyka, zdrady. Powtórzyłam po raz kolejny schemat „zasługiwania na miłość”. Byliśmy razem ok. 1,5 roku, jednak zniszczenia, jakich dokonał ten związek w moim życiu odczuwam jeszcze czasami do dziś.

Dopiero wtedy zaczęłam się przyglądać tym moim schematom bardziej świadomie. Zaczęłam czytać książki na temat siły naszego umysłu w dokonywaniu zmian i uczyć się siebie na nowo. Uczyć się, kim jestem i kim chcę być, jak stawiać cele, jak je wizualizować, jak dążyć do ich realizacji. Jak wykreować i zmienić własną tożsamość tak, aby wreszcie wykorzystać pełnię swoich możliwości.

Dziś mam 43 lata. Wreszcie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Zawodowo robię wiele rożnych rzeczy, które dają mi satysfakcję, ale wiem, że jeszcze wiele celów zawodowych jest przede mną. Mam jasno określoną wizję. Wiem, czego chcę i do czego dążę. Ale przede wszystkim spotkałam partnera, z którym czuję się szczęśliwa, bezpieczna i mogę być wreszcie sobą. Nie ogranicza mnie, a daje mi wsparcie, którego potrzebuję. Rok temu się zaręczyliśmy, chwilę później zamieszkaliśmy razem. Na jego miłość nie muszę zasługiwać, bo kocha mnie taką, jaką jestem.

Wszystkie puzzle mojego życia trafiły na swoje miejsce.

20 lat temu lekarze mówili, że mam seronegatywne zapalenie stawów (SZS). Dziś nie ma po tym śladu i dziś wiem, że to moje ciało dawało mi wtedy do zrozumienia, abym się ratowała. Wtedy go nie słuchałam.

Dziś pokochałam siebie i już nie przyszłoby mi do głowy, żeby ranić własne ciało zagłuszając wewnętrzny ból, a blizny na udzie są tylko wspomnieniem mrocznego czasu, który z tej perspektywy wydaje się snem.

Choć to tylko 3 lata, mnie się wydaje, jakby od tamtego czasu minęła wieczność. Dziś jestem zupełnie inną osobą. I wiem, że mogłabym to osiągnąć znacznie wcześniej, gdybym tylko nie musiała szukać własnych ścieżek metodą prób i błędów, gdybym dostała wówczas wsparcie, a nie była przez wiele lat ze wszystkim sama.

Kiedy zmieniłam swoją tożsamość i przekonania, wszystko inne też się zmieniło - łącznie z zachowaniami i wyglądem. Mój syn ostatnio przeglądał nasze stare zdjęcia i stwierdził, że 10-12 lat temu wyglądałam starzej niż teraz. I powiedział, że nie uwierzy, jeśli ktoś mu powie, że nie da się zatrzymać, czy nawet odwrócić starzenia. Trzeba tylko chcieć 🙂 

Odpowiedziałam, że przede wszystkim trzeba szczęśliwie żyć. Szczęśliwie dla mnie znaczy w zgodzie ze sobą, a nie pod dyktando oczekiwań innych ludzi. I kiedy stawiasz swoje granice, uwierz, warto być wtedy prawdziwą zołzą, bo zołzy kochają nie tylko mężczyźni 😉


Close
Zgoda na pliki cookie z Real Cookie Banner